środa, 30 listopada 2016

Expose pani premier Beaty Szydło - dla przypomnienia

                         
Jak rzeczywistość ma się do obietnic? 
Podwyższenie kwoty wolnej do 8 tys. zł było jedną z najważniejszych obietnic PiS i Andrzeja Dudy w kampanii wyborczej. Podwyższyli po roku do 6.6 tys. zł i nie wszystkim. Rzetelne spełnienie obietnic, czy szyd(ł)erstwo z Polaków? 

czwartek, 24 listopada 2016

Pozbierane kawały. Najwięcej od Grega

Wieczorem w szpitalnej świetlicy pielęgniarka podchodzi do jedynego pacjenta, który jako jedyny nie spał, tylko oglądał telewizję.
- Proszę przestać oglądać telewizję. Już północ! Teraz idziemy do łóżka.
- A jak nas ktoś przyłapie?

Zemsta chirurga
Lekarz otworzył właśnie nowy gabinet i czeka na swojego pierwszego pacjenta. Nagle słychać pukanie do drzwi, po chwili wchodzi jakiś facet. Pielęgniarka długo tłumaczy mu, że trzeba cierpliwie poczekać, bo pan doktor cały czas ma mnóstwo pacjentów. W końcu lekarz każe wprowadzić faceta, ale by zrobić na nim wrażenie podnosi słuchawkę telefoniczną i zaczyna fantazjować:
- Nie, naprawdę nie mogę przyjąć pańskiego pacjenta. Jestem bardzo zapracowany. No, może za miesiąc. Dobrze, proszę jeszcze zadzwonić.
Odkłada słuchawkę i udając że dopiero w tej chwili zauważył faceta, pyta:
- Co pana tu sprowadza?
- Jestem z telekomunikacji, przyszedłem podłączyć telefon.

- Proszę pani, tu się nie wolno kąpać! - mówi policjant wychodząc zza krzaków do stojącej nad brzegiem nagiej dziewczyny.
- To nie mógł pan tego powiedzieć, gdy się rozbierałam?
- Rozbierać się wolno.

Północ. W domu kierownika sklepu monopolowego dzwoni telefon:
- Halo. Czy to kierownik sklepu monopolowego?
- Słucham?
- O której pan jutro otwiera sklep?
- Pan jest bezczelny! - kierownik rzuca słuchawkę na widełki.
Godzina druga w nocy. W domu kierownika sklepu monopolowego dzwoni telefon.
- Słucham? - mamrocze wyrwany ze snu kierownik.
- Czy to kierownik sklepu monopolowego?
- Tak.
- Panie kierowniczku kochany, o której pan jutro otwiera?
- Pan jest bezczelny i pijany! Pan już nie wie, co robi - denerwuje się kierownik i kładzie słuchawkę na widełki.
Godzina czwarta nad ranem. Kierownika sklepu monopolowego znów wyrywa ze snu telefon.
- Słucham?
- Panie kierowniczku najmilszy, ja się tylko chciałem dowiedzieć, o której pan jutro otwiera.
- Pan jest już kompletnie pijany - syczy kierownik. W takim stanie nawet wieczorem nie wpuszczę pana do sklepu!
- Ale mnie nie chodzi o to, żeby pan mnie wpuścił. Mnie chodzi o to, żeby pan mnie wypuścił.

Synek do taty: 
- Tato, tato, słyszałem, że twój ojciec był głupi.
Rozzłoszczony ojciec na to:
- Chyba Twój!

Turysta spotyka bacę i pyta:
- Baco, mogę przejść przez waszą łąkę? Chce zdążyć na pociąg o 10:40.
- Idźcie, idźcie, a jak spotkacie mojego psa, to i na ten o 9:15 zdążycie!

Kto jest najmądrzejszy w Sejmie? 
Zwiedzający.

W markecie facet kupuje kurczaka, idzie do kasy, kładzie na taśmie. Kurczak jest mokry, trochę obcieka, więc kasjerka krzyczy do koleżanki:
- Dorota podaj szmatę, bo panu z ptaka kapie.


Podczas kolędy ksiądz wręczył małemu chłopczykowi obrazek z wizerunkiem świętego. Mały obejrzał obrazek i pyta:
- Masz więcej?
Ksiądz dał mu jeszcze cztery. Mały pooglądał wszystkie i pyta:
- A z dinozaurami masz?


Czym się różni mieszkaniec starożytnej Sparty od Polaka? - Ten pierwszy myślał: Z tarczą czy na tarczy?
Drugi kombinuje: Starczy czy nie starczy?

Facet powinien pamiętać:
- datę, kiedy się poznał z kobietą,
- datę pierwszej randki,
- kiedy po raz pierwszy poszli do restauracji,
- dzień pierwszego pocałunku,
- dzień pierwszego seksu.
Ale nie ma facetów, którzy by zapamiętali tyle dat. Dlatego starają się zrobić to wszystko jednego i tego samego dnia.

Jest taki dowcip o tym, jak kiedyś poproszono barona Rothschilda, Cesarstwo Austro-Węgier poprosiło go o pożyczkę. On się zgodził i prowadzą go na uroczystość podpisania umowy. Po drodze Minister Spraw Wewnętrznych bierze go pod ramię i mówi: Panie Baronie, mam taką prośbę, pański syn Maurycy tutaj się zadaje z anarchistami, socjalistami, cholera wie, niech pan go lepiej wyśle gdzieś za granicę, bo będziemy go musieli zamknąć. Baron kiwnął głową, siada, bierze pióro, myśli, myśli i mówi: 
- Nie, ja tej pożyczki nie podpiszę”. 
- Jak to, nie ma Pan zaufania do monarchii? 
- Co to za monarchia, która się boi mojego Mońka?


Dodaj napis
Wraca pijany jak bela facet do swojego domku jednorodzinnego. Już jest przed domem i nagle wyrżnął twarzą w gałąź. Zezłościł się strasznie i postanowił, że ją zetnie. Ma przecież w domu piłę. Wchodzi do domu i od progu woła do żony:
- Gdzie piła?
Żona wychodzi z kuchni z deka przestraszona i mówi:
- Ja nie piła ?
- Pytam się jeszcze raz, gdzie piła? Groźnie syczy mąż.
- U sąsiada? 
- A czemu dała??
- Bo piła?

Działkowiec pyta sąsiada:
- Co tam wczoraj za święto mieliście, tak wszyscy tańczyliście?
- Dziadek ul przewrócił.

- Pański pies szczekał całą noc - mówi rozwścieczony sąsiad.
- To nic, odeśpi w dzień - odpowiada właściciel psa.

Zajączek w sklepie:
- Poproszę kilogram jabłek.Każde jabłko w oddzielnej reklamówce.
Sprzedawczyni była miła więc zapakowała każde jabłko oddzielnie. Następnego dnia zając przychodzi i mówi:
- Poproszę kilogram jabłek, każde oddzielnie.
Sprzedawczyni tak zapakowała. Następnego dnia przychodzi zając i pyta:
- A tamto małe, czarne, to co to?
Sprzedawczyni odpowiada:
- Mak, ale ... nie na sprzedaż.

Kowalscy postanowili pójść do opery. Kiedyś w końcu trzeba. Ubrali się odświętnie w garnitur i suknię wieczorową. Ustawili się po bilety w kolejce pod kasą. Przed nimi gość zamawia:
- Tristan i Izolda. Dwa poproszę.
Kowalski jest następny:
- Zygmunt i Regina. Dla nas też dwa.

Nie objadaj się, bo przytyjesz
Wraca Zenek po szóstej rano do domu. Otwiera drzwi. Wchodzi i na wejściu dostaje cios wałkiem od żony. Pada i leży. Żona na niego patrzy i patrzy.
Nagle doznaje olśnienia. Pada na kolana. Zaczyna go tulić i płakać:  
- Zenuś! Zenuś żyjesz? Przepraszam! Zapomniałam, że miałeś nocną zmianę!

Clinton i Trump wchodzą do piekarni. W momencie wejścia Clinton kradnie 3 ciastka i chowa je do kieszeni. Uśmiecha się do Trumpa i mówi:
- Widzisz jaka jestem sprytna? Właściciel nic nie zauważył i nawet nie muszę kłamać! Bez wątpienia wygram te wybory!
Trump odpowiada:
- To nieuczciwe i typowe dla takich ludzi jak ty. Złodziejstwo i obłuda! Pokażę Ci jak to się robi:
Trump mówi do właściciela:
- Pozwól, ze pokażę Ci sztuczkę. 
Właściciel mówi:
- Tak? Jaką?
Trump:
- Czy możesz podać mi ciastko?
- Właściciel podaje ciastko.
Trump odwraca się do niego plecami i je zjada. Trump prosi o drugie ciastko. Właściciel podaje drugie. Trump znowu odwraca się plecami i zjada ciastko. Trump prosi o trzecie ciastko i znowu je zjada po kryjomu. Właściciel w końcu nie wytrzymuje i pyta:
- Ok, to co w takim razie zrobiłeś, co to za sztuczka i gdzie są ciasteczka?
Trump odpowiada z uśmiechem:
- Sprawdź kieszenie Hilary Clinton.

Chińczyk pyta Polaka: 
- Ilu was jest?
- Około 40 milionów - odpowiada Polak.
- To wy się chyba wszyscy znacie.

Szef masarni odbiera telefon:
- Ma pan świński ryj?
- Mam.
- Czy ma pan kurze udka?
- Mam.
- Ma pan żeberka?
- Mam.
- To musi pan śmiesznie wyglądać.


Czwarta rano. Napity mąż wtacza się do domu. 
-  Już brak mi słów! - krzyczy żona
- I chwała Bogu!

Pijany mąż wraca do domu.  
- Ty pijaku! Nie mam już na ciebie słów!
- Książek nie czytasz, to i słownictwo ubogie.

Mąż do żony:
- Kochanie mam dzisiaj spotkanie służbowe i wrócę trochę później.
- Znam te twoje spotkania, wrócisz rano kompletnie pijany i bez pieniędzy!
- No wiesz kochanie, jak możesz tak myśleć?!
Godzina 5 rano, pijany mąż stoi pod drzwiami i mówi:
- No i wykrakałaś! 

Bieszczadzkie wilki są cywilizowane. Listonosza zeżrą, ale poczty nie ruszą. 



piątek, 18 listopada 2016

PiSsum dyrdum, czyli: Pycha i Serwilizm!

    
     Orwell miałby o czym  pisać,  a Bareja 
 gotowy scenariusz.  Obaj nie żyją już, ale 
 to dzieje się naprawdę. A Boziewicz, zapewne w    grobie się przewraca! Marsz. Piłssudski też. "Łatwiej  kogoś ogłupić niż  przekonać, że został  ogłupiony" (M.Twain).
 Pycha! Jeden z grzechów głównych. Powiadają, że kroczy przed  upadkiem. 
 Zapewne nieprędko, ale kiedyś skończy się ta papkinada. Rok Świra minął. Jeszcze  trzy do  wyborów.
 Naczelnik? Czy tylko "kaczelnik"?  

poniedziałek, 7 listopada 2016

Fantasmagorie pana ministra

     Trzeba by znać procesy myślowe pana ministra Macierewicza: jak wyobraża sobie starcie planowanych przez niego oddziałów Obrony Terytorialnej z zawodowymi żołnierzami potencjalnego przeciwnika w razie konfliktu zbrojnego. Przecież niewyszkoleni i wyposażeni tylko w lekki sprzęt bojowy nie przetrwaliby nawet pierwszej potyczki. Jeśliby nie uciekli, oczywiście.
     Zatem, po co to wszystko? Dlaczego ta formacja ma podlegać bezpośrednio ministrowi? Czy na pewno chodzi o użycie tych oddziałów w walce z agresorem zewnętrznym? "Wojska Obrony Terytorialnej, czyli Antoni Macierewicz dostał zapałki": 
http://www.newsweek.pl/opinie/wojska-obrony-terytorialnej-armia-antoniego-macierewicza,artykuly,400697,1.html
     Skąd wziąć pieniądze na sfinansowanie tych pomysłów? Te przeznaczone na zakup śmigłowców Caracal, czy innego sprzętu bojowego?
     "Według informacji przekazanej przez Ministerstwo Obrony Narodowej do końca września 2016 r. wydano jedynie 28% czyli 2,8 mld zł z pieniędzy przeznaczonych na wydatki majątkowe resortu obrony". Więcej o tym: http://www.defence24.pl/484364,jak-ratowac-pieniadze-z-budzetu-mon 
     Czymże więc zajmuje się pan minister i jego "fachowcy"? Roczny budżet MON na cele reprezentacyjne został wydany do końca września - informuje radio RMF FM. Resort, na czele którego stoi Antoni Macierewicz, potwierdził doniesienia dziennikarzy.
     Okazało się również, że limit wydatków na cele reprezentacyjne został zniesiony.  A szef MON wprowadził w tym przypadku regułę "według potrzeb":  http://wiadomosci.onet.pl/kraj/mon-wydal-caly-fundusz-reprezentacyjny/s4mb6r
     Dobrobyt i bezpieczeństwo państwa zależy od wielu czynników. Nie bez znaczenia jest współpraca z partnerami gospodarczymi i politycznymi. Niebagatelną rolę ogrywa wiarygodność. Jak mają Polskę traktować partnerzy po zerwaniu podjętych wcześniej umów? Jak wygląda polska wiarygodność po wypowiedziach pana Macierewicza dotyczących oddania Rosji Mistrali przez Egipt za jednego dolara? Gdzie dowody na to? 
    "Informacja o dolarowej transakcji pochodzi bowiem z konta rosyjskiego żartownisia. Poszła dalej w świat za sprawą twitterowicza o nicku Exen. Opublikował on wpis rosyjskiego trolla, w którym ten (rok temu!) poinformował o takiej transakcji. Już na pierwszy rzut oka rewelacje wyglądają na dość prostacki żart. Świadczy o tym chociażby amatorsko dorobiona w programie graficznym czerwona gwiazda": http://koduj24.pl/macierewicz-powtarza-jako-prawde-zarty-rosyjskiego-trolla/
      Czy działa jeszcze Służba Wywiadu Wojskowego, by weryfikować takie sensacje? Podlega właśnie panu ministrowi. Pan Misiewicz został ponownie zatrudniony przez pana ministra. Tym razem, do  do analizowania dezinformacji wymierzonych w bezpieczeństwo państwa. Czyżby rewelacje pana Macierewicza były skutkiem analiz jakich dokonał pan Misiewicz?
























sobota, 5 listopada 2016

DAJCIE SPOKÓJ ZMARŁYM I ŻYWYM!

Skopiowane z "Newsweek Polska", bez zdjęcia, pisownia oryginalna

Co znajdą śledczy w smoleńskich trumnach? Ekspert: Lepiej tego nie otwierać

Kto wie, jak może wyglądać środek metalowej trumny, w której ponad sześć lat temu zamknięto ludzkie szczątki, ten rozumie, że lepiej tego nie otwierać – mówi Adam Ragiel, technik sekcyjny i ekspert od konserwacji zwłok.
03-11-2016
Newsweek: „Ciało prezydenta przełożono do innej trumny. Próbowano je poddać zabiegom plastycznym. Jarkowi bardzo zależało, by przywrócić mu normalność” – to słowa Joachima Brudzińskiego z wywiadu, jaki jest w książce „Smoleńsk” Teresy Torańskiej. Czy mogło chodzić o balsamowanie?
Adam Ragiel: Wiem, że był taki pomysł. Kilka dni po katastrofie miałem telefon z Kancelarii Prezydenta. Pytano czy bym się nie podjął rekonstrukcji pośmiertnej i balsamacji. Powiedziałem, że oczywiście, mogę się tego podjąć. To była taka wstępna rozmowa, rozeznanie. Mówiono, że jeszcze potrzebne są zgody. Jak to się skończyło, nie wiem. W każdym razie ja tego nie wykonywałem.
Jak się przeprowadza balsamację?
– Usuwa się płyny ustrojowe czyli wypompowuje krew, płyny limfatyczne, treść żołądkową, w to miejsce podaje się środek, który dezynfekuje i konserwuje. Ciało jest zabezpieczone przed rozkładem, nie ma zagrożenia przy kontakcie z nim czy przy transporcie. Ono nie gnije, tylko wysycha, rozpada się. Po 10 latach, jeśli otworzy się trumnę, w środku będą te grubsze kości długie, poza tym już tylko proch.
A po sześciu latach? Zakładając, że zabalsamowane ciało trafiłoby do metalowej trumny?
– Byłoby, jak zmumifikowane.
Gdyby okazało się, że przeprowadzono taki zabieg w przypadku ciała prezydenta Kaczyńskiego, a eksperci mieli je zbadać po ekshumacji, to co mogliby znaleźć? Może ślady materiałów wybuchowych?
– Bez względu na to, czy była balsamacja, czy jej nie było, trudno mówić o zachowaniu jakichkolwiek śladów na powierzchni ciał. Przecież ciała przed pochówkiem obmywa się, zabezpiecza, układa, przekłada.
Więc ekshumacje mają jakiś sens?
– Moim zdaniem to tylko psychiczne męczenie rodzin. Kto zdaje sobie sprawę z tego, jak może wyglądać środek metalowej trumny, w której ponad sześć lat temu zamknięto ludzkie szczątki, ten wie, że lepiej tego nie otwierać.
Jeśli szczątki nie były poddawane żadnym zabiegom konserwującym, to co teraz jest w środku?
– Wszystko pływa.
Był pan kiedyś przy otwarciu metalowej, zalutowanej trumny?
– Byłem. Gdy ktoś umiera za granicą, ciało zawsze przywożone jest w trumnie z metalowym wkładem i chociaż nikt już nie powinien jej otwierać, to zdarza się, że prokurator wyda decyzję o ponownym wykonaniu sekcji. To były jednak przypadki, gdy trumna była otwierana najwyżej kilka tygodni po tym, jak doszło do śmierci, a nie po ponad sześciu latach. Poza tym nie wyciągało się ciała na zewnątrz. Nie wiem, jak będzie w przypadku ekshumacji ofiar katastrofy smoleńskiej. Co planują? Będą wyciągać na stół fragmenty, osuszać, dopasowywać? Nie wiem czy w ogóle ktoś będzie chciał to robić. Przecież to niebezpieczne. I wiąże się z niewyobrażalnym zapachem. Jeżeli zakład medycyny sądowej, w którym to będzie robione, stoi w pobliżu innych budynków, współczuję wszystkim w okolicy.
Są w Polsce ośrodki, w których możliwe będą badania na taką skalę?
– Dobrze wyposażone są w Krakowie, Warszawie, Bydgoszczy. Jeżeli planowane są szerokie badania i prześwietlenia, to powtórne pochówki mogą być możliwe nie wcześniej, niż po miesiącu, dwóch. Dla rodzin ofiar katastrofy to będzie psychologicznie bardzo ciężka próba. Przy czym świadomość pustego grobu, to może być najmniejsza z dolegliwości. Trudniejsze do zniesienia może być to, co będzie się dalej działo ze szczątkami. I ten niepokój, że skoro teraz państwo zdecydowało się na taki krok, to czy znów za dwa lata albo siedem nie zarządzi ekshumacji? Myślę, że gdyby bliscy poznali szczegóły, wiedzieli, jak to będzie wyglądać, nie chcieliby…

Rodziny 20 ofiar protestują, nie chcą. Reszta widocznie przekonana jest o słuszności. A może myśli, że to odbędzie się szybko, w kilka godzin.

– Kilka godzin? Trzeba byłoby wiedzieć, o co tu konkretnie chodzi? Czy tylko o otwarcie trumien? O szybkie pobranie materiału, żeby poddać badaniom, które już wcześniej były robione? Ci, którzy to planują zapewne wiedzą, że nic nie znajdą. Bo nie wiem, co oni by tam chcieli znaleźć?

Może – skoro jest taka wiara w zamach – ślady trotylu?

– Ciekawe jak będą tych śladów szukać? Jakie mają do tego urządzenia? Jeśli by chodziło o badania DNA, to jest sens, kości się zachowały, można będzie pobrać kawałki chrząstek. Ale poza tym, co tam jeszcze badać? Będę z wielką ciekawością czekał na informacje o wynikach. Tyle ekshumacji to niezwykłe, bardzo poważne przedsięwzięcie. Nie mówiąc o kosztach.

Można oszacować?– Jeśli miałyby być szerokie badania, w tym DNA i prześwietlenia rentgenowskie, to w sumie wydatki mogą iść w miliony złotych.

Słyszał pan o podobnym przypadku gdzieś na świecie, że naraz wykopanych byłoby tyle zalutowanych trumien?

– Nie. Nawet w państwach, w których ludzie nie są tak religijni, jak u nas, jest duży szacunek dla zmarłych. Wszystkie konieczne badania robi się dopóki ciało nie zostanie pochowane.
                
MAŁGORZATA ŚWIĘCHOWICZWIĘCEJ OD TEGO AUTORA »


.........................................................................................................................................
PS.
     Czy nie może obejść się bez barbarzyńskiego naruszania spokoju zmarłym i żywym? Przecież śledztwo "smoleńskie" zakończono. Nie było żadnych dowodów zamachu, choć badali sprawę najlepsi specjaliści. Czy naprawdę wszyscy bliscy muszą być zmuszani do ponownego przeżywania traumy? 
     Czy żyjemy w cywilizowanym państwie w centrum Europy? Wydawałoby się, że dawno minęły czasy "synodu trupiego". Przecież część rodzin nie ma potrzeby ponownego zaglądania do trumien, bo rozpoznało swoich bliskich po tragedii. 
     Jeśli już, to przecież nie ma przeciwwskazań, by dokonano ekshumacji tam, gdzie rodziny sobie tego życzą. Zresztą, byłoby najlepiej gdyby były obecne przy tych czynnościach. Choćby po to, żeby znów za jakiś czas nie domagały się ich. A pozostałym dać święty spokój. Dość już piskudnego grania ofiarami tragedii! Bo przecież wiadomo o co chodzi. O nieustające gonienie króliczka! 
                               

wtorek, 18 października 2016

Zamienia stryjek?


(skopiowane bez zdjęć, reklam, i innych treści)

Tomasz Bednarzak 

Tomasz Bednarzak



Polska zbuduje nowy śmigłowiec wspólnie z Ukrainą? Robert Cheda: to będzie jedna wielka fikcja


- W tej chwili produkcja zbrojeniowa Ukrainy jest w dużej mierze wydmuszką, obliczoną na wyprowadzanie do rajów podatkowych funduszy państwowych przeznaczonych na obronność. Uważam, że wspólny projekt nowego polsko-ukraińskiego śmigłowca to będzie jedna wielka fikcja - mówi w rozmowie z Wirtualną Polską Robert Cheda, były analityk Agencji Wywiadu i ekspert zajmujący się problematyką obszaru Wspólnoty Niepodległych Państw. - Nie ma żadnej gwarancji, że na drugi dzień po skonstruowaniu śmigłowca, Rosjanie nie dostaną w swoje ręce pełnej dokumentacji tego projektu - przestrzega.
Tomasz Bednarzak: Minister obrony Antoni Macierewicz zapowiedział budowę razem z Ukrainą zupełnie nowego śmigłowca wojskowego. Zasadne jest zatem pytanie o stan ukraińskiego przemysłu zbrojeniowego i jego potencjału w tym zakresie.

Robert Cheda: - Ukraińcy nie mają doświadczenia w budowie kompletnych śmigłowców, bo wszystkie zawsze były konstruowane w zakładach rosyjskich. Na Ukrainie powstawały przede wszystkim silniki, dziś konstruowane przez koncern Motor Sicz. Pytanie brzmi, czy do perspektywicznej konstrukcji takie silniki, które oni produkują, będą się nadawały. Bardziej martwi mnie jednak, że ukraiński przemysł zbrojeniowy jest do cna przeżarty korupcją. Przykładem są zakłady lotnicze Antonowa - dyrekcja doprowadziła je do takiego stanu, że praktycznie nie są w stanie już nic produkować. Sprzedaż Chińczykom praw do produkcji największego samolotu transportowego świata An-225 Mrija wraz z całą dokumentacją świadczy o tym, że te zakłady są nastawione na wyprzedaż wszystkiego. 

Jeszcze do niedawna ukraińska zbrojeniówka była uzależniona od dostaw komponentów z Rosji, i na odwrót. Jak bardzo ta współzależność została zmniejszona w ostatnich dwóch latach? 

- Formalnie Ukraina wypowiedziała układ o współpracy wojskowo-technicznej. Natomiast są sygnały, że taka współpraca istnieje, bo pojawiają się zadziwiające zdolności Rosji w dziedzinach, w których obowiązuje pełna blokada ukraińska, na przykład właśnie w zakresie produkcji silników do śmigłowców. Nagle pojawiają się informacje, że jakimiś kanałami stosowne rozwiązania i dokumentacje oraz ludzie przechodzą ze strony ukraińskiej do Rosji. Może to być przykład typowego szpiegostwa gospodarczego i wykorzystywania trudnej sytuacji Ukrainy. Prawda jest też taka, że Rosjanie zaczęli podkupywać specjalistów i kilka biur konstrukcyjnych oraz zespołów roboczych praktycznie w całości przeniosło się do Rosji m.in. w zakresie technologii rakietowych czy produkcji turbin do okrętów. 

 To istotny problem, bo wiemy, że na Ukrainie bardzo silne są wpływy rosyjskich służb. Jak bardzo ukraiński przemysł zbrojeniowy jest zinfiltrowany przez agenturę Kremla? 

- Jeżeli chodzi o przemysł ciężki i obronny, to moim zdaniem jest zinfiltrowany całkowicie. Przede wszystkim wynika to z przyczyn wywiadowczych, bo Rosjanie zawsze dbali o to, żeby takie informacje zdobywać. To jest dla nas groźne, bo nie ma żadnej gwarancji, że na drugi dzień - mówiąc oczywiście umownie - po skonstruowaniu nowego polsko-ukraińskiego śmigłowca, Rosjanie nie dostaną w swoje ręce pełnej dokumentacji tego projektu. 

Ponadto pozbawiony zamówień rosyjskich przemysł ukraiński po prostu stanął. To stanowi coraz większy problem we wschodnich obwodach. Tam niebawem mogą zacząć się niepokoje społeczne, dlatego, że zakłady zwalniają ludzi i wstrzymują produkcję, a część maszyn i linii produkcyjnych trafia do Rosji.

Co dzieje się z zamówieniami dla armii ukraińskiej? Po rosyjskiej agresji Kijów bardzo podniósł nakłady na obronność, co miało zapewnić rodzimej zbrojeniówce dopływ nowych kontraktów

- Tak, ale z szeregu źródeł widać, że to, co otrzymuje ukraińskie wojsko, nie spełnia żadnych oczekiwań. W tej chwili produkcja zbrojeniowa Ukrainy jest w dużej mierze wydmuszką, obliczoną na wyprowadzanie do rajów podatkowych funduszy państwowych przeznaczonych na obronność. Jakość tej produkcji jest dramatyczna, co sygnalizują oficerowie jednostek liniowych, które otrzymują ten sprzęt, czy żołnierze z oddziałów Gwardii Narodowej. Trzeba im wierzyć, bo oni tą bronią walczą - i się tej broni boją. 

Podam przykład - jakiś czas temu medialnym wydarzeniem numer jeden na Ukrainie było zaprezentowanie przez przemysł obronny nowych moździerzy 60 mm, które miały zastąpić stare konstrukcje radzieckie. Z partii 12 tych moździerzy, które dotarły do jednej z jednostek na froncie, dwa się rozwaliły jeszcze podczas transportu, dwa wybuchły w trakcie pierwszych strzelań, z reszty po dwóch tygodniach od dostarczenia zlazła farba i zaczęła się korozja. Już pomijając fakt, że dostarczono do nich przyrządy celownicze z 1943 roku.

 Takich przykładów jest więcej? 

- Pewien zakład modernizował karabinki AK (automat Kałasznikowa - przyp. red.), przeróbka polegała na zastosowaniu kolb w standardzie wysuwanym, z regulowaną długością. Tylko problem polegał na tym, że zastosowane rozwiązanie i niska jakość użytych materiałów powodowały, że te kolby zaczynały odpadać po wystrzeleniu pierwszego magazynka. 

Jak w świetle tych problemów należy interpretować bardzo dobre wyniki eksportowe ukraińskiego przemysłu zbrojeniowego? 

- Przez lata Ukraina opierała swój eksport na wykorzystywaniu ogromnych zapasów, jakie pozostały jej z czasów radzieckich. Od początku swojej niepodległości do mniej więcej roku 2005-2006 wyeksportowała broń za ok. 32 mld dolarów. Nie produkowała kompletnie nic, tylko wyprzedawała zapasy Karpackiego Okręgu Wojskowego, będącego w czasach ZSRR po prostu bazą zaopatrzeniową, przez którą miały przechodzić w celu uzbrojenia idące na zachód radzieckie oddziały liniowe. W tej chwili ta linia jest kontynuowana, o czym świadczą dostawy czołgów do Sudanu, Czadu i innych państw afrykańskich. To nie są najnowsze ukraińskie czołgi T-84 Opłot, ale stare T-72, które trafiają na rynek z tzw. konserwacji. 

Co zatem z nowym uzbrojeniem?

- Sztandarowym produktem jest kołowy transporter opancerzony BTR-4, będący całkowicie nową konstrukcją. Irak, który zakupił te pojazdy, zaczął je zwracać z powodu złej jakości wykonania (zamówił ponad 400 pojazdów BTR-4, po otrzymaniu 88 anulował kontrakt - przyp. red.). Był też kontrakt chorwacki na kupno i modernizację myśliwców MiG-21. Sprawa zakończyła się ogromnym skandalem, gdy okazało się, że Ukraińcy z zakładów Antonowa nie wyprodukowali nowych podzespołów, tylko wykorzystali używane części pochodzące z różnych zezłomowanych samolotów. Wspomniane czołgi Opłot produkowane są "ręcznie" w ilościach minimalnych, które nie zabezpieczają nawet zawartych kontraktów. Tymczasem jednostki ukraińskie walczą na froncie przestarzałym sprzętem, np. opracowanymi na przełomie lat 50. i 60. transporterami BTR-60. 

W zapowiadany przez ministra Macierewicza projekt trzeba byłoby włożyć grube miliardy. I to Polska musiałaby być głównym sponsorem, bo trudno sobie wyobrazić, by balansująca na krawędzi bankructwa Ukraina mogła sobie pozwolić na taki wydatek. 

- Ukraina nie jest w stanie wyłożyć żadnych pieniędzy. Jej jedynym wkładem byłaby myśl konstrukcyjna oraz moce produkcyjne, o których przed chwilą opowiadałem. To będzie jedna wielka fikcja. Znamienna jest historia ukraińskiego kołowego pojazdu opancerzonego Dozor-B, który miał być produkowany przy użyciu polskich blach pancernych ze Stalowej Woli (chodzi o pancerz Armstal 500 - przyp. red.). Podczas prób terenowych pojazdu okazało się, że te blachy pękają. Całe odium w prasie ukraińskiej spadło na Stalową Wolę, po czym jeden z najpoważniejszych ukraińskich tygodników przeprowadził własne śledztwo. I co się okazało? Że to wcale nie były polskie blachy, tylko pośrednik zdefraudował środki przeznaczone na ten kontrakt, a blachę marnej jakości sprowadził z Belgii. To pokazuje mechanizm wyprowadzania pieniędzy z ukraińskiego przemysłu obronnego. Niestety, wszystko jest kryte zarówno przez ukraiński sztab generalny, który ma udziały w zakładach zbrojeniowych, jak i przez oligarchów.

PS.Zamiast komentarza:
 Zaginęło pięć z 40 indyjskich samolotów wysłanych na Ukrainę przez Indie w celu modernizacji - podaje tygodnik Defense News, powołując się na urzędnika z Sił Powietrznych Indii. 
https://pl.sputniknews.com/swiat/20150330189014/  
http://www.altair.com.pl/news/view?news_id=16049
 Władze Iraku poinformowały Ukrainę o naliczaniu kar w związku z nieterminowym wykonywaniem kontraktów na dostawy samolotów An-32B i transporterów BTR-4E. Coraz bardziej prawdopodobne jest ich zerwanie. http://www.altair.com.pl/news/view?news_id=5601    

piątek, 14 października 2016

Oszuści atakują

Next Gazeta.pl (skopiowane)


Otrzymałeś takiego SMS-a? Pod żadnym pozorem nie odpisuj